Kiedy wyszedłem z domu pod prąd,
mówisz mi ciągle idź mi stąd,
więc ci odpowiadam nażryj sie,
może będzie dobrze,
może będzie źle.
wczoraj kupiłeś spodnie w geesie
dzisiaj nawet nie chcesz chodzić w dresie,
na pewno nie wiesz, o czym ja mówie,
przecież wczoraj żarłeś kotleta w nocnym klubie,
dzisiaj mi ściemniasz, że może nie,
więc nażryj sie!
nie można jednak mówić tych słów,
a ty stoisz tu przede mną znów,
czego ty znowu chcesz ode mnie,
zaraz tu będą może noże we mnie,
życie mówisz, że straciłeś,
ja tego diabła nie brałem na siłę,
coś muszę sobie jednak przypomnieć,
że może miałem jakieś spodnie,
kiedy jechaliśmy razem na fazę,
zapytałaś mnie, czy zjemy ekstazę.
Mówisz, że to były jakieś kąty,
a ja, że miałem wtedy wąty,
spodnie oczywiście już założone,
w dobrą nawet udało mi się strone,
nie o to chodzi byś do mnie przyleciał,
nie znajdziesz czegoś przecież w moich śmieciach,
nie wolno przecież brać tego na serio,
co powiedzą ludzie w domach z boazerią,
przychodzisz do mnie co wieczór i w nocy,
może czymś takim znowu mnie zaskoczysz,
może będę myślał wtedy o parkach,
gdzie była kiedyś betoniarka,
mówisz w dupie masz wszystko,
wystawiasz mnie znów na pośmiewisko,
nie chcę ci ściemniać dziś o kwiatach,
które już dziś nie mają brata…