Autor: Hiroaki

  • Atomowa bomba

    był przekonany, że taka ona dobra jest
    robiła mu wszystko
    przecież trzeba mieć gest

    gęsta atmosfera aż po dziurki w nosie
    daj mi zagrać teraz, o to cię proszę

    spokojnie odchodzę ze stanowiska dzisiaj
    przytulam sobie ulubionego misia
    nie wiem, co robię jeszcze tutaj w nocy
    może mnie znowu czymś zaskoczysz

    atomowa bomba
    znika już bez śladu,
    atomowa bomba
    tylko trochę ładu

    idę dalej, ulicą swoją drogą
    nagle znowu patrzę, gdzieś mnie wiozą
    odrywam się na chwilę od fotela
    zaraz mnie weźmie jasna cholera

    trochę przyciemniało,
    jednak pochmurno jest,
    zapal sobie jeszcze, to nie był test
    taka mała bomba łudzi i zatyka
    a ja już też z tego życia znikam
    zamykam się w mym schronie
    ktoś masuje mi moje skronie
    tylko spokojnie, bo coś może sponiewierać
    odliczam do zera

    atomowa bomba
    znika już bez śladu,
    atomowa bomba
    tylko trochę ładu
  • Na wiosnę

    nie stać mnie na takie wynalazki
    najważniejsze to humor mieć
    nie interesują mnie już me porażki
    dobrze jest coś chcieć

    idąc drogą z rana od daleka
    przyrzekam, będę grzeczny
    księżyc świeci, nie odwleka
    świat jest już bezpieczny

    zróbmy coś, a najlepiej dwa
    krzyczała na wiosnę
    wypite kufle do dna
    może jeszcze podrosnę

    coś mnie prowadzi już jak za rękę
    na mękę nie wyprowadzam się
    odwiedziłem raz panienkę
    ona chyba zdradzała mnie

    była taka słodka i taka tajemnicza
    nikt by nie przypuszczał
    tata ją rano chyba skrzyczał
    wycelowała w niego strzał

    zróbmy coś, a najlepiej dwa
    krzyczała na wiosnę
    wypite kufle do dna
    może jeszcze podrosnę

    wypity alkohol i do domu
    nie wiem jak to jest
    musisz mi chyba znowu pomóc
    pies już też dostał jeść

    a ja tu stoję i czuję
    nie wiem, czy patrzę wprost
    może troszeczkę żałuję,
    że taki niski mam wzrost

    zróbmy coś, a najlepiej dwa
    krzyczała na wiosnę
    wypite kufle do dna
    może jeszcze podrosnę

    zróbmy coś, a najlepiej dwa
    może jeszcze podrosnę
    wypite kufle do dna
    krzyczała na wiosnę
  • Dym


    wyrzuć z siebie złość
    masz już czegoś dość

    nie ma już co robić
    wszystko popłacone
    może kogoś pobić
    życie zaognione
    w tę stronę już nie pójdziesz nie
    czujesz ten gniew?

    Zróbmy więc dym
    od rana do wieczora
    poradzisz sobie z tym
    gdy przyjdzie taka pora
    zróbmy więc dym
    trochę hałasu
    poradzisz sobie z tym
    masz jeszcze trochę czasu

    nic nie chce się już tak
    musisz myśleć długo
    może dostaniesz znak
    a jak nie to trudno

    od rana do wieczora
    robi się dym potworny
    teraz już jest ta pora
    na nocny melanż kontrolny!
    Życie zaognione,
    w tę stronę już nie pójdziesz nie
    czy czujesz ten gniew?

    Wojny nie ma już
    nie ma już ani trochę
    jak zwykle trochę kurz
    częstują mnie też prochem
    zróbmy więc dym
    od rana do wieczora
    poradzisz sobie z tym
    gdy przyjdzie taka pora
    zróbmy więc dym
    trochę hałasu
    poradzisz sobie z tym
    masz jeszcze trochę czasu

    nie ma już co robić
    wszystko popłacone
    może kogoś pobić
    ona ma mamonę
    mamonę ona ma
    ale nic ci nie da
    nie da to, nie da tamto
    przydałoby się jakieś manto.

  • tasacja

    tasacja

    jestem zmęczony
    stan mocno zaogniony
    pod byle pretekstem
    raczysz mnie kontekstem
    podtekstem, no co ty
    nie mam nic innego do jakiejś już roboty
    to ci damy
    nie zrozum mnie źle
    się nie uporamy
    może nie
    coś na tapecie
    inne ideały
    oby w moje ręce
    się tu nie dostały
    zamknij drzwi
    już wiesz
    ile można czekać
    ile chcesz
    boisz się, wszystko rozumiem
    ufać ci za bardzo jednak nie umiem
    jasne, nie zwlekasz
    widzę to po tobie
    jak se kopię grób
    coś w jakimś celu rób
    markujesz me imię
    żyjesz
    nie rzucam się na szyję
    przetasuj dzisiaj swoje sny
    nie wymagaj od siebie za dużo
    sięgnąć zenitu to za mało
    markować me imię jeszcze by się chciało
    przejrzyj dzisiaj swoje sny
    nie wymagaj od siebie za dużo
    po drugiej stronie zawsze możesz być ty
    to za mało
    markować me imię jeszcze by się chciało
  • zielono mi

    zielono mi

    zlewasz mnie do jednego bajora
    prawda, że łatwe?
    Jeszcze nie pora
    połam mi ręce
    chcę więcej

    podajesz mi rękę
    nie zgrzytam
    muszę wyciągnąć sobie pasożyta
    na główną na bramie
    jedziemy z tym koksem
    usta z botoksem
    klei się gadka
    rymy o madkach
    powariowali wszyscy
    wynik oczywisty
    jedziemy dalej
    ona nie chce mnie
    poruszam się ospale
    lepiej
    nie kupisz tego w sklepie
    nawijka i gadka
    wyjmuję szpadel
    i po małolatkach
    nie to, że coś
    musiałem wciągnąć pośród tłumu oś
    bo przecież by nie było
    zakopali mnie
    tak to się skończyło
  • przejażdżka

    przejażdżka

    coś taki markotny
    znowu gdzieś cię wiozą
    mnie, gdzie?

    Znowu gdzieś mnie wiozą
    byłem na komendzie
    wszędzie
    dowiedzieli się
    może nie w gazetach
    lecz też kto wie
    ktokolwiek, gdziekolwiek
    jakieś dziwne akcje
    nie byłyby to przecież wakacje
    nie uśmiecham się już wcale
    wiozą mnie prosto na balet

    podkładam ci pod nogi
    jakieś nowe progi
    byś wiedział gdzie granica
    obliczaj

    trzy dwa raz
    zadyma, ktoś znowu się śmieje
    sąsiad ma nadzieje
    kto wyjdzie na korytarz
    zapyta
    tego tyle
    w mym brzuchu jak motylek
    czuć coś
    jeszcze nie wkurwienie
    na scenie
    proszę państwa
    teraz zatańcz ze mną
    loco buan timesa,
    musisz już lecieć,
    rozumiem,
    inaczej, dojść do słowa z sobą,
    lecz nie umiem
    witaj się tam witaj
    może hamulec będzie dobry
    może nie zazgrzyta
    zrzygałem się
    może co kto lubi
    popraw mnie
    kiedy jedziem w te wakacje
    tam czekają znów inne akcje
    poirytowałeś się
    teraz nie zatrzyma mnie wcale
    jakiś dziwny kierowca
    znowu jadę, mijam kolejny drogowskaz
    dokąd tym razem, po co,
    temu kolesiowi miasto nocą
    przyznam nie słuchałem
    lecz jeszcze będzie czas
    nie, nie, przegiąć pałę
    chłopaku, jeszcze trochę
    częstowali kiedyś prochem
    aby było
    aby się zaczęło
    aby się skończyło
    nie ważne
    ten jeden element
    jak wiązanki
    zakaźne
    każdego to czeka
    jeszcze żyjesz
    a już umrzeć przyrzekasz
    toteż idziesz w swoją stronę
    trochę już mamy też napierdolone
  • nie za bardzo

    nie za bardzo

    tak się właśnie ludziom bez marzeń
    żeby nie było niepotrzebnych wrażeń
    idąc więc dalej tematem tej akcji
    porozmawiajmy o manipulacji
    każdego dotyka
    nie wnika
    co kto lubi i dla kogo co
    szczęśliwe
    miny troskliwe
    na bombie
    dziś odtrąbię i się dowiesz
    ile ty masz ciężkich powiek
    a jak powiem ci, że
    po prostu pokochasz za to i mnie
    bo wiesz po prostu
    to nie takie proste
    moje myśli utrwalane są pokostem
    mózg mi nawalił
    stan się utrwalił
    ale nic to
    manipulacje się przydały
    i znów, olały
    to uszy me
    nie twierdzę, że
    jest inaczej
    tylko trochę
    bo jak raczej
    wkurzające, bo jestem
    ale już nie za bardzo
    toteż jedni łakną
    inni wzgardzą
    przenoszę się
    teraz lepiej widać
    o teraz tu, można też się
    przydać
    a kiedy to się stało
    a jak się ciągnie do dzisiaj
    to było za mało
    będę chyba wisiał

  • koniunktura

    Koniunktura

    To się w pale nie mieści
    koniunktura z biura
    jeszcze mnie pieści
    a przynajmniej próbuje
    stoją za tym jacyś zawsze
    dziwne ludzie
    kto nie może przy nich stać
    ten stoi w prawdzie
    nie w obłudzie
    więc obudziłem się dziś rano
    krzyczę przez okno
    jak zwykle to samo
    i nikt mnie nie słyszy
    nikt wątku nie porusza
    w mym gardle też jak zwykle susza
    jestem bliski dla bliskich
    bo parkiet jest śliski
    i się nie załapię
    na to co trzymają w łapie
    dla siebie
    może jeszcze dziś
    może, poczuję się jak w niebie
    bo byłem też w jednym lokalu
    zastałem tam kogoś
    nie była na balu
    coś tam, zwyczajna, jakaś
    zwykła gadka
    nie było tu nawijki
    o tych małolatkach
    prześliznąłem się
    jeszcze kilka kroków
    patrzę, ona idzie wciąż
    wciąż u mego boku
    wszystko normalnie
    kasę jak zwykle wzięła
    mi się gadka potem też zacięła
    ale już nie chciałem mówić
    co i po co,
    a może pytać dlaczego
    nie sprzedaje tam przecież
    kitu, nie wyjaśniłbym jej tego
    niezbędne milczenie
    rozeszło się po kościach
    nie była radosna
    wyglądała wręcz jak wiosna
    potem dochodzę do sedna sprawy
    życzę jej miłej zabawy
    to szacun jest już u niej
    nie może być, bo tak się nie posuniesz
    do przodu
    na wynajem trzeba mieć
    i do samochodu
    można zbiec
    lecz już nie po schodach
    a szkoda
    a szkoda
    kto nie może przy mnie stać
    ten stoi w obłudzie
    obudziłem się niedawno
    w swoim własnym trudzie
    mówisz mi i pokazujesz
    ja to jednak wiem
    ludzie zwykłe ludzie
    wciąż w trudzie
    nie mów, że wiesz
    nie mów, że oszukuję