Kapturnik

Dopiero co, może zakończyłaby się msza w kościele, a już ktoś chciałby, żeby i komuś dać za darmo… Nie to, że ktoś był sknerą, a na żer na pewno by ze mną nie wyszedł, ale miał sposoby, może ma nadal by dokonywać tego, co niewskazane i nazywają to cudami.

Zniknęła na chwilkę, a z mych oczu, po tym, co zrobiła jedna z tych osób nie popłynęłaby, ani jedna łza. Kurz mógłby dryfować, a ja zaplątałbym się o własne nogi. Ktoś może celowo przysposabiał ludzi by nie działa się im żadna krzywda, gdy tymczasem ktoś zrobił coś, czego nie powinien.

Był czas, kiedy coś było wolno, a ten musiałby wziąć coś do ręki i uczyć innych jak mają postępować według jego widzimisię. To było absurdalne, a konsekwencje ponosiłby nie tylko on, ale także ja i cały ogół społeczeństwa. Byłem wówczas skromną osobą. Musiałbym później odpowiednio się ubrać, a to byłoby za późno, toteż musiałbym się spieszyć. Zabrakłoby miejsca w szpitalach, może nawet i w więzieniach. Kto by w to wnikał, gdzie i co być powinno, a z zasady jest naturalne, a nie wskazywane przez kogoś, lecz nazywano by mnie głupcem przez kogoś kto nie miałby do czynienia z prawem, a i tak wiedziałby, co zrobić w jakiejś, określonej przez kogoś sytuacji.

Siedzi pani na grzędzie, widzi wszystko wszędzie.

– Gdzie paragony!!?

– Proszę kopać.

– Jest faktura, jest paragon, rachunek, ale nie zmoczony, wysechłby…

– Przecież nie zmókł.

– Rozmazany.

Pytał o perfumy, potem o samochód, co ma z przodu:

– Jaki samochód?

– Twój.

– Miał coś z boku…

– Może?

– A może by tak rozpocząć akcję o charakterze bardziej znaczącym – wtórował tłum, kilku ości wyszło z knajpy.

– Bardziej znaczącym?

Gdzieś były przygotowane paczki dla zwiedzających. Wystarczyłoby podejść do kontuaru, ale kto przejmowałby się takimi pierdołami, gdzie wszystko było oczywiste, mimo że coś czasami stało nierówno… Może czasami czegoś w ogóle nie było, a znudzona sprzątaczka przychodziłaby w momentach, kiedy człowiek mógłby skoncentrować się nad tym, co było akurat naprawdę ważne, ale to już chyba raczej dla niej, żeby to mogło wydawać się inne.

Ktoś szedł w górę po schodach, a na cmentarzu być może nadal panowałby chłód… Groby być może niekoniecznie były pootwierane, ale tego dnia, kiedy jeden z ludzi pracował ktoś inny przyjrzał mu się dokładniej niż to może miał za życia, a kiedyś kilka wiorst dalej miałoby być coś do zjedzenia. Wymieniali się przedmiotami, więc brakło chyba tylko sposobności, żeby ktoś mógł zjeść coś, co mogłoby mu smakować.

– Może spotkalibyśmy się przy zielonym kamieniu?

– Już dziewiąta.

Kamień był przy furtce po drugiej jej stronie. Nie trzeba byłoby się spieszyć by ją otworzyć, a przecież chodziło o to, że to, mimo że omszałe niekoniecznie było z kamienia, aczkolwiek przypominało z wyglądu właśnie kamień dużych gabarytów, a co było akurat najistotniejsze to fakt, że ten kamień może tam już nie leżałby, mimo że przecież tam był, a to do tego stopnia może mogło tylko wydawać się niezrozumiałe, że ktoś mógłby tego kamienia nie zauważyć. Ten mógłby znaleźć się w innym miejscu, ale wiadomo, że nie wszystko i nie od razu… Może komuś wydawałoby się, iż w tym miejscu miałaby być furtka, ale to raczej byłoby niestosowne, żeby w takiej chwili przesuwać coś, co wymagałoby dłuższej refleksji nad tym, czy rzeczywiście warto tak pędzić. Wszystko byłoby w porządku, ale jednego z dni ktoś postanowił coś narysować na ścianie kredkami świecowymi w jednym z pokoi mieszkalnych bloku jednego z miast na świecie. Wcześniej przy doniczce z ziemią z ziemią ktoś zaproponował by wspólnie wypalić skręta z liśćmi, które okazywałoby się, że miały mieć smak kiełbasy, a tego dnia zajęcia szkolne były do dosyć późnej godziny popołudniowej. Koleżanki wtedy nie było przy tych, którzy smakowali tego, ale był ktoś kto widział owe zdarzenie z jednej ze szkół w mieście, które miało słynąć raczej z czegoś innego, więc może ktoś wiedział o czymś, co być może było dla kogoś niemożliwe. Gdyby nakrył ich dyrektor nie mogliby sobie pozwolić na coś przez dłuższy czas, gdyby mówić o czymś takim, że czas może krótszy lub dłuższy. Plan lekcji skradziony z jednej z tablic może byłby tylko przytykiem do tego, aby wykonywać czyjeś widzimisię, mimo że wiadomo było nie od dziś, iż coś zdrowe, a czegoś nie wolno było robić. Dług, jaki pozostał po czymś takim do dzisiejszego dnia jest nieporównywalny z tym, co było wcześniej. Koledzy chyba też byli usatysfakcjonowani… Mieszkańcy miasta niejednokrotnie bardziej bardziej przerażeni niż zaskoczeni jak mogłoby nie być, gdyby ktoś czegoś nie zapominał po tym, kiedyś coś miało miejsce.